czwartek, 15 lipca 2010

Living in da Sin City

Już dwa tygodnie z hakiem od kiedy tu jestem i muszę przyznać ze ani razu się nie nudziłem. Trochę się tu zadomowiłem , poznałem jak to miasto funkcjonuje i bardzo je polubiłem i to nie tylko za pokera którego tu jest mnóstwo ale za cały klimat Vegas . Temperaturę która wynosi ok 40 stopni every day , imprezy na 55 pitrze Palmsa z widokiem na cały streep .
Prawdę mówiąc zoostałbym tu na dłużej ale niestety cala ekipa zbiera się 25 lipca :( tak więc siedzę sobie w palio po udanej sesji pije piwko i w końcu zmusiłem się na kolejny update .

Od początku zamysłem tego bloga było opisywanie ciekawych miejsc i podróży ,mniej lub więcej związąnych z pokerem dlatego nie bęndę tu opisywać historii rozdań ,babeatow ,collerow i innych tego typu spraw no chyba ze będą to jakieś ciekawe spoty.

Przebywając tutaj ma się wrażenie ze wszytko jest blisko , jednak ma to trochę inny wymiar niż w Polsce .
Blisko oznacza ze można lecieć sobie poserfować na hawaje i zajmie to tylko 6 godzin . Wycieczka do LA to 4 godziny samochodem i troszku więcej do San Francisco , a jeśli chcemy się wyczilautować wsiadamy w samolot i w kilka godzin jesteśmy w Miami .
Większym hardcorowcom polecam meksyk hot chicas cervezas muchos playa i dużo taniego wakacjowania .
Jako ze jesteśmy tu pierwszy raz (a napewno nie ostatni ) , posiadamy fajną fure wybraliśmy opcje wyjazdu do Kalifornii ale o tym nieco póżniej .

POKER

Podsumowując moje doświadczenia z grą muszę przyznać iż nie zawiodłem się uwazając ze przyjazd tutaj w czasie Main Eventu bęndzie jak najbardziej EV + .
Grałem głównie cashe nl 500 oraz dwie satelity do WCOOP , niestety nie skashowałem żadnej ,w odróżnieniu od chłopaków którzy radzili sobie całkiem nieżle .

Jak wiadomo nikt z Polaków nie dotrwał do kasy w Main Evencie , a szkoda bo mimo przygotowań nasz reprezentant Grubeusz także nie podołał. Naprawde staraliśmy się pomóc , oto pare fotek z przygotowań do walki .






Plan scashowania Main Eventu i kupna naszej miejscówki musi poczekać na następny rok.

KASYNA

Jeśli chodzi o kasyna to zadomowiłem się w The Venatian , i ogólnie czuje się tu jak w domu .
Od początku polubiłem to miejsce , miła atmosfera mnóstwo stołów cashowych .
Kelnerki skąpo ubrane , ładne masażystki , świetny wystrój poprostu POSH ! Także jak tylko sie tu pojawiam czuje się jak w domu .

Oto kilka fotek kasyn , nie kelnerek :P












Kolejnym miejscem gdzie grałem było RIO jednak tu mam wrażenie ze jestem na ogromnej sali pełnej ludzi .Bardziej mi to przypomina Poznańskie targi niż dobre kasyno . Jednak ma swój urok , w końcu tu rozgrywają WCOOPa i co chwile przechodzi jakaś poker star .
Gry całkiem nieżle , dobre stoliki ale zimno w środku i ciężko wytrzymać w obowiazującym tutaj stroju czyli koszulka szorty i japonki .

Resztę kasyn wrzucę do jednego worka czyli : Aria , Cesar , Wynn i niestety Bellagio a to dlatego ze mają mało stołów i ciężko coś znaleść , może oprócz Bellagio ze słynnym Bobbys room gdzie jest dużo gier , jednak bardziej high roller niż moje skromne nl 500.

PARTY

Tu można iść w dwa miejsca: zwykle imprezy i streep kluby.

Te pierwsze robią niesamowite wrażenie o ile w Krakowie wszystko jest w piwnicy pod ziemią to tutaj większość hoteli ma otwarte kluby na 55 pietrze z widokiem na caly streep .
Trudno to opisać, trzeba samemu spróbować .
Cena za wstęp niezbyt wygórowana 20$ jednak jeśli chcemy posiedzieć dlużej i usiąść trzeba wziaść stolik , koszt ok 300-500$ do tego dostajemy prywatną kelnerkę , kilka redbuli cole i litr JD.

FOTY z Palmsa :



Druga opcja jest streep klub , miejsce gdzie faceci siedzą z wybałuszonymi galami a laski tańcza i prezentują wdzięki . Wrażenia estetyczne warte swojej ceny .
Wstęp 60$ taniec 20$ .
Najlepszym klubem jest Sapphire który mogę spokojnie polecić każdemu .

Niestety z tych klubów nie mam fotek :(

Ogólnie powoli kończę granie , jeszcze kilka sesji i finito.
Od niedzieli zaczynamy California dream . Wygląda to tak ze ja Rafał Arent i Grubeusz bierzemy nasza maszyne i wyruszamy na 5 dniowy road to hell .

Wstępny plan wyprawy :

Wyruszamy rano w kierunku LA po czym jedziemy do Fan Francisco jadąc przy oceanie po drodze mijając Santa Marie i Santa Cruz .
Na miejscu nocleg i zwiedzanie . Golden Gate jest oczywiście naszym obowiązkowym punktem wyprawy może jakieś party i oceanarium .
Tyle cywilizacji druga część drogi to właśnie Road to Hell . Jedziemy przez do Yosemite park , tam nocleg jakieś wycieczki i zwiedzanie . Wracając obieramy kurs na Mammoth , tam zwiedzamy i nocujemy .
Jest to nasz ostatni nocleg przed doliną śmierci i powrotem do Vegas .

Cala podróż zaplanowana jest na 5- 6 dni . Mamy do zrobienia jakieś 1200 mil czyli około 2100 kilometrów.
Myślę ze spokojnie damy rade , szykuje się całkiem niezła wyprawa :)

OK to tyle następny update po wyprawie :)

PS. Tym razem pozdrowienia dla wszystkich fanów profesora Miodka spędzających wakacje w Warszawie.

1 komentarz:

  1. [...]Kelnerki skąpo ubrane , ładne masażystki , świetny wystrój poprostu POSH ! Także jak tylko sie tu pojawiam czuje się jak w domu [...] --- mój ulubiony cytat :D hahah od razu wiadomo czemu jak w domu lollz ;P

    OdpowiedzUsuń